after-brejk

cześć. tak, tak, nie pisałem coś ostatnio, ale nie blog nie umarł 😀 przez jeden tydzień chorowałem i nie miałem na nic siły, a przez drugi było trochę nauki, no i tak jakoś wyszło. notek nie będę wrzucał codziennie, ale od czasu do czasu, owszem.

dzisiaj mieliśmy ciepłą sobotę. nie wiem ile było, ale było ciepło, bo chodziłem bez mojej najukochańszej kurtki.

do Anandaya najpierw zawitałem, gdzie się wytańczyłem i pomęczyłem, tj. spaliłem kilokalorie. jak szedłem to zobaczyłem taką fajnie ubraną babkę, czuje kobita flow. uwaga: płaszczyk, taki moherowy, w kolorze majtkowego różu, żółta torebka, turkusowe rajstopy i niebieskie koturny z odkrytymi palcami. cud, miód i orzeszki, mła. po udanych zajęciach zadzwoniłem do Matiego, z którym miałem spotkać się na ul. Bożego Ciała. odnaleźliśmy się po jakichś pięciu minutach, skąd poszliśmy do Rossmana, bo śmierdziałem, a nie miałem dezodorantu ani nic. kupiłem dezodorant, duży i Corny’ego, którego z Matim zjadłem na pół. wcześniej Mati poczęstował mnie jeszcze Merci, moim ulubionym, więc kwita.

ruszyliśmy w kierunku Smoka Wawelskiego, gdzie mieliśmy spotkać się z czekającą już na nas Miśką, Darią i Natanem. szliśmy na cynamonowy czelendż, ale po drodze zorientowaliśmy się, że, no, zapomniałem o cynamonie, więc wróciliśmy w celu zakupu przyprawy do Lewiatana po drodze spotykając Natana. kupiliśmy cynamon, sok kaktusowy i soczek chyba multiwitamina, taki mały.

ponownie wybraliśmy się zatem w kierunku Smoka po drodze spotkaliśmy pewną, wdaje mi się, krzywopatrzącą na mnie osobę. przestaliśmy (ja stałem, a Mati i Natan sobie tam gadali, blabla) 2 zielone światła i ponownie ruszyliśmy do Smoka.

dotarliśmy, wreszcie! Miśka już była na miejscu, a na Darię czekaliśmy kilka minut. wyszliśmy na Wzgórze Łonowe i najpierw się ścigaliśmy. byłem najszybszy, ale nie wiem, czy nie przez przypadek, bo Mati się zagapił i zepsuł bieg. tak czy siak Natan był najwolniejszy 😀 (tu powinien paść cytat, ale jest wulgarny)

i się zaczął czelendż. 15g cynamonu na klatę! ooo tak! Mati trochę mniej, bo mniej 😀 więc w sumie tak: było okropnie, strasznie. po prostu cynamon tragedia, fuj! kaszlnąłem pierwszy, a obłok cynamonu poleciał na twarz Matiego, przez wiatr! zostałem zdyskwalifikowany. potem po weryfikacji okazało się, że Mati oszukiwał i nie połknął całego cynamonu, więc, no, siłą rzeczy wygrał Natan 😀

posiedzieliśmy na Wzgórzu jeszcze chwilę. wykonałem drobny popis akrobatyki :D, wybrudziłem Natanowi spodnie, Mati pokazywał bliznę i takie tam. a, no i grzebaliśmy w dziurze. i wygrzebaliśmy. butelkę.

się zebraliśmy do McDonald’a w końcu. po drodze rozmawiałem, głównie z Natanem i z Matim. obalaliśmy „takie tam” 🙂. i przechodziliśmy koło takich dwóch dziewczyn, które sobie śpiewały, a przechodząc zaintonowalismy, basowo, Bogurodzicę. były wzruszone, zaczęły się śmiać :D.pierwotnie szliśmy do KFC, ale była tam taka duża kolejka, więc jednak wybraliśmy Mc’a. wziąłem sobie sałatkę Kurczak Premium, której nie wezmę już nigdy więcej, aczkolwiek jedzenie pomidorów koktajlowych SAM SEKS! Natan wziął to samo, Mati wziął loda, który nie był zrobiony na poziomie. po prostu babka, która go robiła nie stanęła na wysokości zadania. pech. wziął on jeszcze Cheeseburgera, ale nie był zadowolony ze swojego zakupu, więc kupił drugiego. zjedliśmy jeszcze ciastko o smaku owoców leśnych, na 3 podzielne 😀 w ogóle siedział tam taki gość fajny, totalna zajebioza. po prostu cosmo! w czerwonym dresie i w czapce św. Mikołaja *.* no, dostaliśmy jeszcze od dwóch przechodzących takich jakichś kupony z kibla 😀 na 2 razy po 2 złote, więc wzięliśmy drugie ciastko, też na 3 podzielne.

siedzieliśmy, gadaliśmy i próbowaliśmy powstrzymać nasze skojarzenia, żmudnie.

powoli wygramoliliśmy się z Mc’a i zmierzaliśmy, z powrotem, na Wzgórze Łonowe.  pod drodze opowiedziałem, Natanowi i Matiemu, o moim epickim śnie, ale tylko im. dziewczyny usiłowały podsłuchać, ale nie mogłem pozwolić, żeby usłyszały cokolwiek 😮

doszliśmy z powrotem na Wzgórze, ale najlepsze miejscówy były zajęte 😦 chwilę pogadaliśmy, z Matim krępowaliśmy Natana (co się powiodło) i „takie tam v2.o”, nie powiem 😀 zaczynaliśmy się powoli zwijać, Daria w jedną, Miśka w drugą, a ja z Natanem i z Matim w trzecią stronę. Mati odprowadził nas na przystanek, gdzie z Natanem wsiadłem w 8 i kupiłem godzinny. wysiadłem na Koronie, a stamtąd wracałem już sam. z ciekawych rzeczy to tyle. ahoj!

zgon :O

ha, sobota! 🙂

jak zwykle Ananday, a po Anandayu łyżwy 😀 szybko przechodzę, tak, tak 😉

ale na łyżwach było tak mega, mega :3

po drodze rozmawiałem chwilę z Natanem, póki nie doszedłem do lodowiska. tam spotkałem się już z Agą i z Magdą. weszliśmy, pożyczyliśmy łyżwy. wredna baba wzięła ode mnie telefon „w zastaw” ;/ poszliśmy do szafek. szafka ukradła mi aż 6 złotych! trzy razy po 2 zł -.- w końcu się udało i poszliśmy na lód, a tam leciała Ewakuacja 😀 śpiewaliśmy wszystko co leciało. no, przynajmniej próbowaliśmy 🙂

jeździliśmy sobie przez godzinkę, a ja zaliczyłem 4 gleby 😀 jedna była taka dostojna i jeszcze podczas pozowania zaliczyłem 😀 Aga uchwyciła to na którymś ze zdjęć chyba… i się ścigaliśmy! ale wyszło upokarzająco jeśli o mnie chodzi, więc obejdzie się 🙂 i były tam takie dwa pedałki 😀 bo obgadywaliśmy ich, no.

potem zeszliśmy z lodu i poszedłem przebrać dres. dziś na szczęście kibel był wolny :3 oddaliśmy łyżwy, i poszliśmy kupić kawę do automatu. ubrani już 😀

i tam była kawa Melange (dalej nazywana kawą melanż :D). ja wziąłem kawę waniliową, Aga wzięła Chococino, a Magda Latte. chyba 😀 no i złożyliśmy się na kawę melanż. kawa melanż miała z początku słaby, ale potem lepszy smak. każdy próbował kawę każdego. ja, do mojej pysznej, waniliowej miałem dolane połowę melanżu i połowę kawy Agi, bo jej nie smakowała. i była bardzo dobra. potem złożyliśmy się jeszcze na dużą czekoladę. w sumie nawet jej nie spróbowałem 😀

tak zmierzaliśmy w kierunku przystanku rozmawiając kulturalnie 😀 podczas powrotu do domu zgubiłem telefon, zawsze spoko 🙂 pozdrawiam!

jest weekend, więc bez suchara (:

urna (:

cześć! zaczniemy od razu. bez wstępu. może za wyjątkiem sucharka (:

Szła kobieta przez miasto. I umarła.

na geografii pisaliśmy kartkówkę z rozczłonkowania linii brzegowej Europy. uczyłem się do niej tak jakoś do 1:00, bo mama powiedziała, że jak nie dostane z niej 4, to nie włączę fejsa do wakacji 😀 hm, w sumie to napisałem ją na 5 😉

fizyka. rozkminy z Erykiem i obalanie metod nauczania praktykującej studentki 😀

(…) stopnie Kelwina…

Pani studentka.

szlag mnie trafił w tym momencie. jak studenta fizyki na drugim czy trzecim roku może mówić o „stopniach Kelwina”. boże… ciekawe co oni robią na tych studiach, skoro od pierwszych lekcji fizyki w gimnazjum każdy wie o tym, że, przykładowo, jest 273 Kelwinów, a nie do cholery stopni Kelwina. dalej wychwytywaliśmy każdy szczegół, który był zły 😀

– Ej! Wy! Loża Szyderców! Cicho tam!

Już nieco poddenerwowana pani studentka.

w sumie fajnie się zaginało kogoś „mądrzejszego” 🙂

dalej matma. dostałem piątkę! za full (21/21) punktów na kartkówce z iloczynów kartezjańskich i z działań na zbiorach. close enough!

potem pierwszy wudeżet. jedliśmy z Darią czipsy. ja takie dobre Crunchipsy, a ona Monstery chyba. no i śmialiśmy się. dostałem pierwszą uwagę. ale co tam, i tak będę miał dobre 🙂

potem chemia i poprawa kartkówki z soli. nie wiedziałem wartościowości baru, więc zapytałem się Wiktorii siedzącej ze mną o rozwiązanie, a ona, chamsko, odsunęła się na drugi koniec ławki i nawet nie otworzyła ust. dobrze, że podałem jej źle 6 nazw wysp na geografii 🙂 co wyklucza możliwość otrzymania oceny bardzo dobrej, i dobrej raczej tez 😀 nie no, spoko. komuś innemu bym tego nie zrobił. ale ona jest jakaś dziwna. taka, hm, harcerska 😮 dobrze, że była Patrycja, która potwierdziła moje domniemania. wydawało mi się, ze wartościowość baru to II, no i tak było. kartkówka myślę, że na pięć. jak ją pisaliśmy to tak śmierdziało. po prostu śmierdziało.

– Ale tu śmierdzi! Kto tu puszcza cichacze!?

Pani Ela.

Pani Ela, zawsze spoko :D.

potem mieliśmy drugi wudeżecik. normalnie po chemii następuje religia, ale dziś mieliśmy zastępstwo. znowu obalałem z Darią 😀 jak na dojrzałą młodzież przystało, rozmawialiśmy o seksie 🙂

– A ja to bym chciał się kochać w deszczu… Albo nie! W zimnie…
– Tak -20 stopni, nie? W błotku…
– W Parku Jordana…

Fragment mojego dialogu z Darią.

no i śpiewaliśmy z Patrycją jeszcze takie z przedszkola „kto mnie kocha? palec pod budkę, bo za minutkę, zamykam budkę…”. i w tym miejscu otrzymałem drugą negatywną adnotację o zachowaniu na lekcji wychowania do życia w rodzinie. chamsko, ale co tam. ważne, że było fajnie. i że siedzieliśmy 😀 no i sok Suchy Grzesiek 😀

odpuściłem sobie obiad na 20 minutowej. zjadłem na następnej. wolałem pogadać. z Agą, z Magdą, z Rojem, trochę ze Staszkiem. to chyba wszyscy. a hejterzy kampili pod 9, nie, Aga? 😀 miałem tam lekcję, więc byłem naprawdę bardzo, ale to baaaaardzo zestresowany. ale dałem radę, uff…

na angielskim bez szału, ale nie dłużyło się. poprawialiśmy sprawdzian w zeszytach. nie miałem dużo roboty, więc spoko.

teraz zjadłem przepyszny obiad. została mi jeszcze chwilka, więc poszedłem pod 12. wymieniłem kilka słów znów z tymi samymi osobami, lecz tym razem z dodatkiem Matiego i Capika (który miał na nogach Conversy…). tak w ogóle, to zdobyłem dzięki Rojowi numer do Michał Stopa. jaram się :3

na plastyce było fajnie, luźno. jak w klasie jest nas 32, tak na lekcji plastyki było nas równe 16 sztuk 😀

– Czyli nie ma tak… numer 3, Adama, numer 9, Bazylego i numer 17, Adriana…

Wstępne spostrzeżenia pani Palińskiej.

potem jednak zorientowała się, że klasa jest praktycznie pusta, zawsze spoko x2. ale bardzo zaskoczyła mnie postawa Rumuna, który nie uciekł! 😮 został chłop. popisałem w międzyczasie z chorującym Natanem i znalazłem moje smsy z Ulą sprzed roku 😀 i to było takie słodki! ojej 🙂 no i oczywiście obalaliśmy Majli Sajrus 😀 zawsze spoko x3!

wczoraj pisałem jedynie sprawdzian z biologii (na pięć oczywiście), a poza tym nic ciekawego. oprócz przypalania, ale to zawsze 😀

podsumowanie tygodnia: bardzo dobry 🙂 oceny: 3 z polskiego, 4 z chemii, 4 z angielskiego, 5 z matmy, 6  religii, napisany dobrze sprawdzian i tak samo dobrze dwie kartkówki. jest okej!

po szkole pośpiech i kręgle z ojcem. jakoś było, ale zaliczyłem tylko jednego strajka ;/ oczywiście mnóstwo rzutów, gdzie strącałem po 9 kręgli, ale strajk tylko jeden -.-‚

jutro: Ananday i bardzo, bardzo wstępnie łyżwy. się zobaczy. Rój tak bardzo, bardzo chce iść, że może rzeczywiście się wybierzemy 😀 dla Roja 🙂

kurde, jaram się. nie wiem czym, ale się jaram. jest spoko, proelo, do jutra! 🙂

lol iks de, środa

no, siemson 🙂

wczoraj wieczorem/w nocy sobie tak fajnie gadałem. o jeju, tak fajnie było. tak z Agą. no, spoko. no i nie wyspałem się przez to, ale co tam 🙂

od razu ostrzegam, że jutro z wpisem może być ciężko, bo w piątek sprawdzian z geografii. nie chcę zawieść pani Golc, która dała mi duży kredyt zaufania wystawiając mi na semestr ocenę minus, minus cztery 😮 i jeszcze mam poprawiać 2 z zaległej kartkówki z chemii :/

dzisiaj swój czas zamierzam poświęcić na oglądnięcie meczu z Portugalią 😀 i powtórzyć z grubsza biologię na sprawdzian. a za tydzień pierwszy odcinek YCD :3

– To będzie wielki cud, jeśli przegramy tylko 1:0

Pan Marek.

o dniu? fajnie było 😀 od 16 do 18 mogłem sobie pospać. uwielbiam 🙂

więc tak, na polskim cały czas śpiewałem, na historii wysłuchałem wszystkiego w pół skupieniu. na angielskim nic ciekawego, oprócz tego, że byłem przygotowany. na niemieckim wykorzystałem już drugie w tym roku nieprzygotowanie, bo nie zdążyłem kupić nowych książek :s dalej chemia. liczyłem na 5 ze sprawdzianu, ale wpadło 4. w sumie przypał, bo miałem 30/44p. na tym sprawdzianie, a przed tróją uratowało mnie tylko dobrze wykonane zadanie dodatkowe. potem, na matmie mieliśmy pisać kartkówkę, ale jakoś tak wyszło, że wszystko powtórzyliśmy, a kartkówki nie pisaliśmy. napiszemy jutro, ale i tak będzie 5. informatyka z p. Przemysławem. było nieinformatycznie. oglądaliśmy Auta 2 (nie wiem o co chodzi). pisałem z Agą.

zebrane dziś oceny: 3 z polskiego za odpowiedź (dzięki pomocy Patrycji i Darii, inaczej byłoby 2). ta trója jest dla mnie niebywałym wyczynem warto podkreślić. no i wpadła jeszcze ta wymieniona wcześniej 4 ze sprawdzianu z chemii.

oczywiście było stosunkowo przypałowo. oczywiście m.in. z Darią, ale też w „stałym składzie” 😀

– Bum, bum klap, bum di klap, di klap!

z Agą 🙂

hasło na dziś, to kwantyfikator wielki, a sucharek  poniżej:


Ojciec od jakiegoś czasu podejrzewał syna o ćpanie. Pewnej nocy syn wraca późno do domu i szybciorem kładzie się spać. Ojciec wstaje, wali mu rentgena po kieszeniach i znajduje torebeczkę z białym proszkiem. Bierze to i idzie do łazienki. Trzaska jedna kreskę: pojaśniało, pociemniało i nic. Hmm…. trzasnął na druga dziurę – pojaśniało, pociemniało i nic. Pomału zaczyna się irytować ale wali po raz kolejny. Znów – pojaśniało, pociemniało i nic. Nagle słyszy walenie do drzwi łazienki i głos żony:
– Stefek, co ty robisz?!
Odpowiada:
– Gole się!
Żona:
– Trzy dni?!

co jak co, ale dziś mam wrażenie, że jest już za sucho.

krótki i zwięzły plan na jutro: pobudka równo z godziną 5:45, przetrwanie polskiego, napisanie sprawdzianu z biologii na 5, napisanie kartkówki z matematyki również na 5, 2 wfy, byle się nie zmęczyć, a na koniec i tak będzie 6 :D, wos – dostać jakąś słabą ocenę za kartkówkę i zakończyć drugą matematyką. proste. wykonalne.

do jutra! jak nie do piątku, ahoj! 😀

monsun, owszem

no, cześć 😉

obecnie siedzę sobie na polskim, bo Adam podsunął mi pomysł pobrania aplikacji WordPress na Androida 🙂 działa.

dzień zaczyna nam się znowu dobrze 😀

– Jaki piękny dzionek! Słoneczko świeci! Jedno, drugie, trzecie… Trzy są!

Ja.

póki co zdążyłem przetrwać fizykę z pełnym energii, wypoczętym panem Mirosławem 🙂 z klasą daliśmy popis umiejętności matematycznych 😀 zdecydowanie i bezdyskusyjnie.

a następnie lekcję angielskiego. dostałem 4 za wymagający sprawdzian. ooo tak! a nawet zostałem pochwalony!

– Bartek, cztery. I tu mamy przykład na to, że systematyczność popłaca.

Pani Magda.

krótko mówiąc jestem z siebie zadowolony :3

okej, teraz już piszę z domu. moje zadowolenie dopełniła jeszcze szósteczka z religii. za takie fałszywe wypracowanie. boże, czułem się okropnie pisząc to, co będzie się podobało katechetce nie zgadzając się z tym zupełnie. ale opłaciło się 🙂 sześć wpisane!

boże, zapomniałem zjeść dziś obiadu! a było spaghetti, czyli w sumie nieźle… 😮

…bo 20-minutówkę spędziłem z Agą, z Magdą, z Rojem, trochę z Capikiem, z Matim i z Natanem. o ile dobrze pamiętam 😀

z Agą śpiewaliśmy Majli Salrus 😮 a hejterzy patrzyli! 😀 Mati mówi, żebym napisał jeszcze o tym, że go „zjudowałem” jak to zgrabnie określił. znaczy w sensie jakoś tak śmiesznie mu się zaplątała ręka i nie wiem, jakoś tak. i ja w ogóle nie wiem o co chodzi, no ale piszę o tym. no, zawsze skromnie 🙂

dzisiaj dostałem się do Narnii! bo półki był wyjęte, ale było zimno. zawsze spoko. ale potem przeżyłem szok. bo wzięli Narnię gdzieś nie wiem gdzie 😦

ogólnie jak co wtorek czekałem jedną godzinę lekcyjną na mamę. tym razem z Darią 😀 głównie siedzieliśmy w kiblu. dzwoniliśmy dwa razy do Agi.

– Ej, ona odebrała! No cześć Aga, co tam? Bo my jesteśmy w kiblu i próbujemy Cię wypatrzeć… odebrała, ale jest jakaś niema… Aga! Powiedz coś! Ej, jesteś?
– A może to poczta głosowa? (Daria)
– No tak, rzeczywiście :s

śpiewaliśmy What Makes You Beautiful. pokemońsko 😀 ale przecież wszyscy to lubią. Natan też, prawda, lord? 😀

rozmawialiśmy też o „modzie”…

Fashion! Ooo! Sweet… Fashion! 😀

Daria, przypomnij mi kto to mówił? 😀

oczywiście wszystkie prawa zastrzeżone. z honorem dla autora, a w szczególności dla głównego bohatera 🙂

i jeszcze bawiłem się papierem toaletowym… i jak przez całą lekcję nikt nie wchodził to kibla, tak teraz weszła pani Ewa…

– Bartek, co ty robisz!?
– Bo ja… tylko… zmysłowo wycieram ręce…

ale pani Ewie nie było do śmiechu. chyba pierwszy raz na kogoś nie zadziałały moje niespenetrowane pokłady uroku osobistego 😦

wróciłem do domku i położyłem się spać. i spałem tak do 19:30. potem się umyłem i zrobiłem zadania. jutro kartkówka z matmy, będzie 5! musi być!

dzięki WordPressowi na komórce najprawdopodobniej uda mi się cały czas, regularnie wrzucać notki. będę sobie pisał na polskim, a w domu będę je jedynie poprawiał i dodawał resztę 😀

tymczasem cześć 😉

…aaaa nie! jeszcze nie! sucharek 🙂

Teatr. Trwa spektakl. Nagle jeden z widzów poczuł potworny smród. Pyta się faceta siedzącego przed nim:

– Przepraszam, czy pan się zesrał?

Na co on odpowiada:

– Tak, a o co chodzi?

welcome back!

wczoraj nie mogłem zasnąć, więc postanowiłem oglądnąć Oscary. czekałem do 2:30, bo wtedy miało się zacząć. wstałem. nie było transmisji. zawsze spoko 😀

a dziś? ha! tak jak myślałem! było bardzo, bardzo pozytywnie 🙂 wszystko zaczęło się już przed lekcjami, a dokładnie Narnią 😀

z Olką i z Darią znaleźliśmy Narnię i usiłowaliśmy się do niej dostać. wejście do Narnii jest pod s.12 tak nawiasem mówiąc. okazało się jednak, że jesteśmy trochę głośno i w pewnym momencie nieco poddenerwowana pani Mróz otworzyła drzwi od sali 12 🙂 śmiesznie. nie wydarła się 😀 w każdym razie potem próbowałem dostać się do Narnii jeszcze raz, ale zobaczyłem w „starej szafie” pająka. tu mówię o szafie, nie o Zioło… 😀

– To ty jesteś lew, Daria jest czarownica, a ja… stara szafa? Nie, tak się nie bawimy… 😀

Zioło.

zmiażdżyłem (jak wczoraj obiecywałem) Ulę 🙂 a ona mnie. wreszcie! 🙂 bardzo miłe, przemiłe. to kolejny powód, dla którego cieszę się na powrót do szkoły  😀 ale Ula jest na mnie „obrażona”, bo zrobiłem „to” 😀 znaczy nie pamięta o tym, że jest obrażona, ale co jakiś czas sobie przypomina.

zaczęliśmy techniką z panem Przemysławem. oglądaliśmy film, który niestety był zbyt drastyczny jak dla mnie. sceny, w których łamie się wiertło nie są na moje nerwy. co drastyczniejsza scena – odwracałem się. może dzięki temu będę mógł przynajmniej spać 😮

najmilej spędziłem dzisiaj 20 minutową przerwę 🙂 porozmawiałem sobie m.in. z Agą, Matim, Rojem i z Natanem (tym razem Cię oznaczę, lord…) nie pamiętam dokładnie o czym rozmawialiśmy, ale pamiętam, że wszyscy maltretowali mój kieszonkowy kalendarzyk… było bardzo fajnie. rozmowa pewnie była o niczym, ale uwielbiam takie. i z takim towarzystwem. zdecydowanie tak 🙂

geografia. pani Golc doceniła moją odwagę!

– Dzieci, nie myślcie sobie, że tylko wam szybko zleciały te ferie. Nam, nauczycielom też. Przydałby się jeszcze jeden tydzień, co?
– Taaaaak (odpowiedź klasy)
– Hm, a ja w sumie cieszę się, że już wróciliśmy do szkoły…
– (…) a wy wspomnicie jeszcze kiedyś słowa Bartka! (…) lubię ludzi, którzy mają cywilną odwagę przyznać się do tego co myślą!

w sumie spoko, tylko nie wiem o co chodzi z odwagą cywilną… może troszkę przesadziła. chyba, że myśli, że jak tak powiem no głos to mnie shejtują! 😮 a my, Agu, coś o tym wiemy nie?

ŻABŁEJKĘ XD

Aga, sorry, że zaszyfrowane, ale boję się, że mogliby mnie, a co gorsza nas shejtować. mam nadzieję, że odczytasz ukryty sens… 😀

na biologii (jak zwykle) dźgałem Bazyla.

następnym ciekawym tworem, była MOLO, a powstała ona na lekcji muzyki. siedziałem z Darią 😀

– Jesz, rzygasz, jesz, rzygasz, jesz, rzygasz, jesz, rzygasz…

Daria.

(jakość słaba, ale nie mam dostępu do skanera. wrzucę to samo zdjęcie zeskanowane w weekend ;), w każdym razie to niebieskie, to Duck Fresh Discs :D)

– Daria, masz ciekawe wyobrażenie o męskich genitaliach…

Ja.

…bo początkowo Francuz TĘCZA wyglądał nieco inaczej 😀 ale swoją drogą awesome picture! 😉

na polskim pisałem z Agą i z Natanem, a Andrzej opieprzył mnie bodajże zaledwie raz, czy dwa. kroczę ku dobremu. pobawiłem się jeszcze „myszką Adama”. mam nadzieję, Adam, że nie jesteś na mnie zły 🙂

mam przeczucie, że pominąłem dużo istotnych szczegółów, ale chyba wymieniłem już wszystko, co ważniejsze. sam nie wiem. jestem dziś od rana zmęczony 😀

przed ogólną oceną dnia jeszcze sucharek…

Jasiu chce pracować w urzędzie. Ale nie może. Ma downa.

no, mamy jubileusz! to już dziesiąty suchar! 😀 mam nadzieję, że dżołki są wystarczająco czerstwe i wyszukane. wybieram jedynie najlepszych dostawców 🙂

oprócz sucharka, to ostatnio dużo czasu spędzam z Maroon 5. no na przykład z tym 😉 bardzo enjoyuję ich muzykę :3

a jutro? też będzie fajnie. zawsze 🙂

dzisiaj krótko, bo mało czasu, choć w sumie… jakoś się wyrobiłem.

tymczasem – do zobaczenia wkrótce! 😉

o filmie + podsumowanie ;)

wczoraj wieczorem podczas spotkania zdążyło zdarzyć się jeszcze kilka ciekawych rzeczy, więc głównie na tych wydarzeniach będzie opierał się „dzisiejszy” wpis. głównie, co nie znaczy tylko 😉

tak w ogóle to siedzieliśmy tak: ja, Mania, Michał, Dorota i Hudy. tak w piątkę 🙂

idąc chronologicznie…

na początku oglądnęliśmy film Anioły i Demony z Tomem Hanksem. jak dla mnie? bardzo dobry. daję na Filmwebie 8/10. można podciągnąć ten film nawet troszeczkę pod kryminał, ale to kwestia sporna. film zdecydowanie warto oglądnąć. trochę przygodówka, trochę thriller. powinien spasować wszystkim. kiedy wydaje się, że wszystko już zostało wyjaśnione na jaw wychodzą nowe fakty, przez co film jest coraz ciekawszy.

dopatrzyłem się jednak kilku zadziwiających szczegółów… w tym jeden arcyciekawy 😀 mianowicie dlaczego w filmie kilkakrotnie pojawia się logo TVN’u, skoro jest to produkcja Hollywoodzka? w sumie śmiesznie 😀

(lewy dolny róg, hę?)

można mi śmiało i od razu pogratulować spostrzegawczości 😉 szukałem materiałów na ten temat w Internecie, ale nie znalazłem nic konkretnego. pojawienie się loga jest kolejnym ciekawym zdarzeniem, które wciąga 😀 nie no, film jest naprawdę dobry i serio polecam 😉

podczas minionego wieczoru Hudy postanowił naprawić mi krzesło obrotowe. dzięki! ale dalej boję się na nim usiąść 😮

zeszła cała rolka taśmy, ale ważne, że krzesło naprawione. zawsze spoko 😀

minionego wieczora rozłożyliśmy również mój niepełnowymiarowy stół do snookera 😀 nie był rozkładany jakoś 5 czy nawet 6 lat 🙂 rozłożyliśmy stół, a dokładniej skręciliśmy go. baz wymaganego klucza imbusowego, dlatego chwiał się w każdą stronę 😀 ogólnie wygrałem u Hudego longera! ooo tak! longer! przy okazji wisi mi on jeszcze B-Smarta za kiedyś, więc zawsze spoko x2 🙂

ogólnie cały „wieczór” przeciągnął się do 2:30 w nocy, ale było śmiesznie. ogólnie fajnie, no 😀

można wywnioskować, że poszedłem spać później niż zwykle. oczywiście uprzednio poinformowałem mamę, że ma mnie nie budzić. i powiedziała, że tego nie uczyni. zostałem perfidnie obudzony o 13:36. grrr…

pierwsze co zobaczyłem po wstanie to widok mojego pokoju. istny burdel na kółkach.

zanim się umyłem zeszło jakoś do 14:00. wtedy zjadłem (taki sam jak wczoraj :3) obiad i wziąłem się za sprzątanie, które zajęło mi jakąś godzinę. na zamiatanie i umycie podłogi niestety się nie zdobyłem. w sumie nie przeszkadzają mi kawałki czipsów chrupiących pod moimi kapciami. a co tam, pff… 😀 kiedyś posprzątam.

na 16:00 ledwo wyrobiliśmy się do kościoła. w trakcie mszy zobaczyłem takiego przesłodkiego malucha. tak słodziaśnie dłubał w nosie 🙂 aż się rozczuliłem. a potem zakładał sobie czapkę. i to też było takie, no 😀 aczkolwiek miał dziwną mamę. bo on był niegrzeczny i jego mama jak robił coś takiego, co nie wypadało to zamiast coś mu powiedzieć, to zmrużała oczy i patrzyła na niego, co wyglądało stosunkowo wesoło 😀

wróciłem. czas na poruszenie drugiej ważnej części. ogólnie chciałem podsumować tegoroczne ferie.

…ale wcześniej sucharek 😀

– Tak.

okej, podsumujmy 😀

nigdy nie spędziłem tego czasu tak próżnie, a mówię tu głównie o pierwszym tygodniu.

setki godzin przesiedzianych przez komputerem. nawet nie chcę myśleć :s

w tym miejscu pragnę bardzo uprzejmie podziękować Michalinie i Basi, które to dzielnie znosiły mnie przez cały okres pierwszego tygodnia ferii. znacznie umiliłyście mi czas. zdecydowanie dzięki! 🙂

drugi tydzień przebiegł zdecydowanie aktywniej i szybciej. no i pozytywniej! a mówię tu szczególnie o tej drugiej części 😉

zdecydowanie najlepszym dniem z całych ferii był środa, 22 II, a to za sprawą Adasia, Darii, Agi i Magdy. a, no i Natana (pośrednio, ale tak) również 😀 ale to wszystko tutaj 😉

tutaj chciałbym podziękować jeszcze kilku osobom…

Adasiowi 🙂 może w nieco mniejszym stopniu, ale przyczynił się do pozytywnego nastroju, więc składam dzięki.

Magdzie – za łyżwy! zdecydowanie 😉

Rojowi! Rojowi już w nieco większym stopniu. za wszystkie rozmowy prowadzone do późnych godzin nocnych, dziękuję! 😀

Matiemu 😉 który też mimo przeciwności losu (fejsbuk-zazdrośnik) towarzyszył mi w wirtualnym świecie! dzięki 🙂

Nikol! bardzo podziękował za 2 mile spędzone dni 🙂

na koniec zostawiam dwie osoby, w tym Agę, której chcę podziękować w szczególnym za stopniu. i za łyżwy i za zamuły również do późnych godzin wieczornych/nocnych. Agu, dziękuję x2!

…ale w szczególności Darii, która towarzyszyła mi nie dość, że przez cały pierwszy tydzień ferii, to i przez drugi. oczywiście za pogadanki na łyżwach i za wspólnie wypitego kraszersa 🙂 oczywiście też za kilka tysięcy wiadomości wymienionych na fejsbuku. tu składam największy hołd i dziękuję po stokroć 🙂

można by powiedzieć, że te podziękowanie to taka aluzja do dzisiejszych Oscarów 😀 2:30, ktoś wstaje ze mną…?

a o podziękowaniach tyle 😀

dziś ostatni wolny dzień. jutro wstajemy do szkoły, z czego się cieszę. wreszcie zobaczę się z Ulą i z wszystkimi innymi 😉 na lekcjach powinno być póki co luźno, ale przynajmniej coś się będzie działo.

a Wy? jak spędziliście ferie? 😉 oceniamy całokształt 🙂

o Mistrzostwach Świata w Lotach, a dziś była tak w ogóle drużynówka gdzie?  (co jest jasne :D) na blogu Mateusza.

okej, kończymy i zaczynamy myśleć o szkole 😉

będę starał się dalej w miarę regularnie wrzucać jakieś notki, ale zobaczymy jak to będzie.

póki co: komentujcie, oceniajcie… wszystko 😀

cześć! 🙂